por. Kazimierz Psuty

Urodził się 10 października 1923 w Brodnicy jako jedno z dwanaściorga dzieci w rodzinie Stanisławy z d. Wejnerowskiej i Stanisława Psutego. Jego ojciec prowadził piekarnię w Brodnicy. Matka zajmowała się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. W 1937 roku Kazimierz Psuty rozpoczął w gimnazjum kupieckim w Brodnicy naukę, którą musiał przerwać z powodu wybuchu wojny.

W czasie okupacji pracował w piekarni ojca, która krótko po wkroczeniu Niemców została odebrana rodzinie Psutych i oddana w ręce nowego właściciela niemieckiego. Rodzina została także przesiedlona do gorszego mieszkania. W 1942 roku ojciec podpisał volkslistę, w konsekwencji czego Kazimierz Psuty we wrześniu 1942 został powołany do wojska niemieckiego. Skierowano go do jednostki ciężkich karabinów maszynowych i moździerzy pod Hamburgiem. Po przejściu podstawowego przeszkolenia w styczniu 1943 został przeniesiony do Afrika Korps walczącego z wojskami alianckimi w Tunezji. W kwietniu 1943 uciekł do wojsk francuskich. Przebywał w kilku obozach jenieckich, gdzie wraz z pięcioma innymi Polakami służącymi w Wehrmachcie zgłosił się do wojska polskiego. Po krótkim pobycie w Legii Cudzoziemskiej w Algierii został przetransportowany do obozu polskich ochotników w Algierze, skąd drogą morską w kwietniu 1943 dostał się do Wielkiej Brytanii. Tam rozpoczął służbę w 1. Dywizjonie 1. Pułku Artylerii Przeciwpancernej, wchodzącym w skład 1. Dywizji Pancernej. Po desancie aliantów w Normandii od sierpnia 1944 do maja 1945 służył jako kierowca rotmistrza swojego dywizjonu. Tym sposobem przeszedł cały szlak bojowy 1. Dywizji Pancernej od Francji przez Belgię i Holandię do Niemiec. Od kapitulacji Niemiec służył w wojskach okupacyjnych w Schüttorf i Bentheim.

W lipcu 1947 powrócił do rodzinnej Brodnicy. W Brodnicy podjął pracę w piekarni ojca, stopniowo przygotowując się do przejęcia rodzinnego interesu. W 1950 roku plany te zostały pokrzyżowane z powodu przyłączenia prywatnej piekarni do PSS "Społem". Po zwolnieniu ze spółdzielni spożywców i krótkim okresie bezrobocia Kazimierz Psuty został zatrudniony jako kierownik piekarni w Brodnicy. W latach 50. powołano go na trzymiesięczne ćwiczenia do ludowego Wojska Polskiego. Od 1970 roku wraz z innymi byłymi żołnierzami 1. Pułku Artylerii Przeciwpancernej organizował regularne spotkania kombatanckie.
Należał do ZBOWiD-u, a następnie do 2009 roku do Koła Koleżeńskiego "Toruń" zrzeszającego maczkowców. Do dziś prowadzi działalność kombatancką w Kole Kombatantów Sił Zbrojnych na Zachodzie w Brodnicy. W 2007 roku wydał książkę "Moje wojenne wspomnienia". Mieszka w Brodnicy.

Opis nagrania|Streszczenie|Posłuchaj|Zdjęcia archiwalne|Zdjęcia współczesne

Projekt: Żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka
Wywiad przeprowadził/a: Grzegorz Kaczorowski
Sygnatura nagrania: AHM_1800
Miejsce nagrania: Brodnica (Polska)
Data nagrania: 16.04/17.04/22.04/23.04.2010
Czas nagrania: 11h 57min
Język nagrania: polski
Opis nagrania: Brodnica: przedwojenne harcerstwo, wkroczenie Niemców i okupacja niemiecka (1939-1942); powołanie do Wehrmachtu (09.1942), służba w Afrika Korps (01-04.1943), niewola u aliantów, pobyt w Legii Cudzoziemskiej, polscy ochotnicy do WP i podróż do Anglii (07.1943); służba w 1. Dywizji Pancernej w Szkocji; szlak bojowy w 1. dywizjonie 1. Pułku Artylerii Przeciwpancernej od Francji do Niemiec; służba w wojskach okupacyjnych w Niemczech; powrót do PRL (07.1947), praca w zawodzie piekarza, ćwiczenia w LWP, spotkania Maczkowców.

Źródło: http://www.audiohistoria.pl/web/index.php/swiadkowie/osoba/id/3272

 

Kazimierz Psuty nie żyje

13 grudnia 2013, w piątek, żegnać będziemy śp. Kazimierza Psutego, znanego brodniczanina, kombatanta, autora książki "Moje wojenne wspomnienia".
Kazimierz Psuty urodził się 10 października 1923 roku w Brodnicy. W czasie wojny został wcielony do Wehrmachtu. W 1943 roku podczas walk z wojskami francuskimi w Afryce zdezerterował, by dostać się do polskiego wojska.

W Wielkiej Brytanii zgłosił się do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Otrzymał przydział do 1. Dywizji Pancernej dowodzonej przez generała Stanisława Maczka. Uczestniczył w walkach we Francji i Holandii. Brał m.in. czynny udział w wyzwalaniu Bredy. W 1947 roku powrócił do kraju, do Brodnicy, gdzie pracował m.in. w rodzinnej piekarni.

W 2000 roku awansowany został przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego do stopnia podporucznika rezerwy. Cztery lata później minister MON Jerzy Szmajdziński awansował Kazimierza Psutego do stopnia porucznika rezerwy. Odznaczony 30 odznaczeniami i wyróżnieniami polskimi, brytyjskimi, francuskimi i holenderskimi.

W 2007 roku nakładem wydawnictwa MULTI wydał książkę pt. Moje wojenne wspomnienia". Kazimierz Psuty zmarł 9 grudnia 2013 roku.

źródło:  http://www.brodnica.com.pl/asp/pl_start.asp?typ=13&sub=0&subsub=0&menu=399&artykul=418&akcja=artykul

Janusz Gołuchowski

Urodził się 4 marca 1928 w Warszawie. Miał starszą siostrę. Jego ojciec był właścicielem zakładu fryzjerskiego w Płudach i Henrykowie (na terenie dzisiejszej Warszawy), matka zajmowała się domem. Na system wartości i wychowanie patriotyczne Janusza Gołuchowskiego ogromny wpływ mieli trzej wujowie ze strony matki, wojskowi. Janusz Gołuchowski pobierał nauki najpierw w szkole prywatnej Sióstr Rodziny Marii w Płudach, później zaś w pierwszej klasie szkoły zawodowej. Naukę w szkole przerwał wybuch wojny.
W 1944 roku Janusz Gołuchowski jako 16-letni chłopiec zgłosił się do Armii Krajowej, podając się za 18-latka. Wziął udział w dwóch nieudanych akcjach w czasie powstania warszawskiego: zdobywaniu koszar w Legionowie oraz w starciu z przeważającymi liczebnie siłami niemieckimi w Kampinosie. Po tym ostatnim wydarzeniu ukrywał się w fabryce drożdży, gdzie został złapany przez Niemców i skierowany do twierdzy w Zakroczymiu do pracy przy okopach, a następnie jesienią 1944 wywieziony pociągiem z Modlina do niemieckiego obozu w Wendenfurt koło Hasselfelde w górach Harz. Tam pracował fizycznie wraz z pozostałymi trzydziestoma polskimi więźniami-powstańcami do wiosny 1945, kiedy wojska alianckie wkroczyły na ziemie niemieckie. Kilka miesięcy przebywał w alianckich obozach w Blankenburgu i Lebenstedt. Poprzez Czerwony Krzyż nawiązał kontakt z jednym z wujów, Antonim Fijałkowskim. Dzięki niemu od stycznia 1946 stacjonował już w obozie uzupełnień 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka w Quakenbrück. W tym czasie pobierał nauki w drugiej klasie szkoły powszechnej.

Po demobilizacji Janusz Gołuchowski wrócił do Polski w sierpniu 1947, przyjechawszy ostatnim transportem z Quakenbrück. Jeszcze tego samego roku był kilkakrotnie wzywany na przesłuchania do Urzędu Bezpieczeństwa. Po wojnie kontynuował naukę w technikum budownictwa przemysłowego. W tym czasie poznał swoją przyszłą żonę, z którą kilka lat później wziął ślub.

Po wojnie Janusz Gołuchowski zajmował się bardzo intensywnie sportem. Całe swoje życie zawodowe spędził w przedsiębiorstwie robót elewacyjnych, głównie na stanowisku kierowniczym. Nigdy nie należał do PZPR, do uczestnictwa w AK przyznał się w latach 70., w latach 80. przez pewien czas należał do zależnego od ZBOWiD-u stowarzyszenia Synowie Pułku. Po przejściu na emeryturę w 1988 roku zaczął czynnie działać w warszawskim środowisku żołnierzy 1. Dywizji Pancernej. Był sekretarzem, obecnie jest prezesem tego stowarzyszenia. Od ponad dziesięciu lat reprezentuje 1. Dywizję Pancerną podczas krajowych i zagranicznych świąt i rocznic, prowadzi także prelekcje w szkołach imienia generała Stanisława Maczka w całej Polsce.

Opis nagrania|Streszczenie|Posłuchaj|Zdjęcia archiwalne|Zdjęcia współczesne

Projekt: Żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka
Wywiad przeprowadził/a: Łukasz Kamiński
Sygnatura nagrania: AHM_1751
Miejsce nagrania: Warszawa (Polska)
Data nagrania: 16.03.2010
Czas nagrania: 03h 47min
Język nagrania: polski
Opis nagrania: Rodzina oraz życie codzienne w Warszawie przed 1939 rokiem; okupacja niemiecka (działalność konspiracyjna w Armii Krajowej); udział w akcjach zbrojnych w czasie Powstania Warszawskiego; obóz pracy przymusowej w Wendenfurt k. Hasselfelde w górach Harzu (1944-1945); wyzwolenie przez aliantów zachodnich; przyłączenie do alianckich sił zbrojnych; służba w 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka w 1945 roku i pobyt w Quakenbrück; nauka w Quakenbrück oraz po powrocie do Polski, w Warszawie; Żydzi przed wojną i w czasie wojny; praca w budownictwie przez całe zawodowe życie; działalność w warszawskim kole kombatantów 1. Dywizji Pancernej (spotkania z dyplomatami, ambasadorami, attaché i władzami krajów alianckich).

Źródło: http://www.audiohistoria.pl/web/index.php/swiadkowie/osoba/id/3243

 

JANUSZ GOŁUCHOWSKI „ORWICZ”

Warszawa, 23 lipca 2012 roku
Rozmowę prowadziła Małgorzata Rafalska-Dubek

..............................................

Jak pan trafił do Maczka?

Myśmy wrócili na miejsce, gdzie myśmy byli w górach Harzu, skąd nas wypędzono. Już oczywiście Niemców nie było i myśmy tam sobie kilka dni przebywali. Amerykanie nam ustrzelili kozła, jelenia. Przywieźli nam, dali nam swoje karabiny amerykańskie szesnastostrzałowe. Powiedzieliśmy, że jesteśmy z Warszawy, że byliśmy z Powstania. Uznali nas za swoich, [dali] karabiny, bo tu niebezpiecznie. Tam żeśmy posiedzieli, to krótko trwało, kilka dni, była piękna pogoda, to żeśmy się opalali. Później wszystkich zgarnęli do jednego wielkiego obozu, były wielkie koszary niemieckie w Blankenburgu. Było chyba cztery tysiące Polaków zewsząd pozbieranych. Byłem w tym obozie kilka dni. Była taka sprawa, że Amerykanie stamtąd odchodzili, a mieli tamte tereny zająć Rosjanie. „Kto zostaje, bo tu Rosjanie przychodzą, a kto chce jechać, to samochody podstawiają”. Zostało chyba tylko sześć osób, a całą resztę kolumny samochodów rozwiozły gdzie indziej i trafiłem dalej.

Obawiał się pan Rosjan, bo pan coś słyszał o Rosjanach, o ich stosunku do Polaków?

Wszyscy. Tam było kilka tysięcy ludzi, to zostało sześć osób, które chciały pójść, bo chciały jechać do domu. „To my poczekamy na Rosjan”. Resztę wywieźli Amerykanie. Samochody podstawili i po różnych obozach porozwozili.

Czy pan miał kontakt z rodziną przez ten czas?

Nie. Dopiero właśnie jak już byłem w tym obozie. Myśmy się zgłosili do obozu wojskowego jako byli żołnierze Armii Krajowej. Nas do tego obozu wojskowego przyjęto i byliśmy w obozie wojskowym. Najpierw to było w Watenstedt, później nas przeniesiono do Herte. Dowództwo było polskie tego obozu. Tam byli różni ludzie. I z Powstania byli, i myśmy tam byli też, i z 1939 roku jeńcy, którzy tam byli w obozach. Jakoś się pozbierało towarzystwo i stworzył się wojskowy obóz. Myśmy w tym obozie byli. Stamtąd napisałem do Czerwonego Krzyża, że mam dwóch wujków, poszukuję i tak dalej. Okazało się, że jednego znaleziono. Tego, który mieszkał w Szkocji. Ten w Szkocji wiedział o tym, że ten drugi jego brat (a mój drugi wujek) jest w I Dywizji Pancernej, która jest już w Niemczech, o czym nie wiedziałem. Tego nie wiedziałem, że tu jest taka dywizja pancerna, że działa w Niemczech i tak dalej. Jak byłem w obozie, przychodzi do mnie komendant obozu i mówi: : „Słuchaj, masz się zameldować”. Był oficer łącznikowy, był pluton może z I Dywizji Pancernej. On działał przy tym plutonie jakieś dwa, trzy kilometry od nas. Nie wiem, jak się nazywała ta miejscowość, nie pamiętam. Mówi: „Wzywają ciebie tam do niego”. Mówię: „Co oni ode mnie chcą?”. Byłem zdziwiony, bo nie wiedziałem, o co to chodzi. W końcu [pytam]: „Gdzie to jest?”. – „No to jest tu i tu”. Poszedłem. Nas już ubrano w angielskie mundury, już żeśmy byli ubrani po wojskowemu. Idę, patrzę, jakiś pan kapitan, to mu się zameldowałem. Nazywał się kapitan Turnel. Mówi: „Ja jestem oficerem łącznikowym, ale gratuluję wam, kolego”. Czego on mi gratuluje? Nie wiem, o co chodzi. „Ale czego pan mi gratuluje, panie kapitanie? Nie wiem ciągle, o co chodzi”. – „Macie szczęście, że z tego listu, który tu trzymam dla was, mam ten list, znaleźliście swego wuja, który jest w dywizji pancernej i chce was do siebie zabrać”. W ten sposób za kilka dni byłem w dywizji pancernej. Z tym że musiałem pojechać, bo to było koło Braunschweigu, a dywizja stacjonowała koło Osnabrück. To było pół dnia jazdy pociągiem, powiedzmy.

Kiedy pan wrócił do Polski?

Wróciłem w 1947 roku ostatnim transportem po demobilizacji. Byłem w dywizji od początku 1946 roku do połowy 1947 roku, czyli półtora roku. Skończyłem dwie klasy gimnazjum w dywizji, bo generał Maczek zarządził: „Wszyscy młodzi mają się uczyć”. […] W ten sposób doczekałem demobilizacji. Jak się demobilizacja zbliżała (to już był sierpień 1947 roku), to trzeba się było zdecydować, czy się zostaje tam, czy się chce jechać do Polski. To było gimnazjum i liceum I Dywizji Pancernej w Quakenbrück. Dyrektorem był dyrektor gimnazjum z Łowicza, później pan profesor z Warszawy uczył mnie historii. Trzeba się było zdecydować, czy się chce jechać do Polski, czy zostać w Anglii. W końcu było tak, że miałem propozycję. Było kilku chłopców z AK w tej szkole dywizji pancernej, mieliśmy opiekuna, który nam załatwił, że mogliśmy (jak byśmy tylko wyrazili zgodę) jechać do Stanów Zjednoczonych, dostawaliśmy stypendium. Można było z niego korzystać aż do zrobienia doktoratu. Napisałem do mamy, a już miałem kontakt z rodziną, bo jak wujek się znalazł, to i kontakt się znalazł z rodziną. Napisałem do mamy, że mam taką propozycję. Mamusia mi napisała: „A czy my się, synu, jeszcze kiedyś w życiu zobaczymy?”. Serce się ścisnęło. Miałem jeszcze młodszą ode mnie o pięć lat siostrę. Matka została, ojciec zmarł w marcu przed Powstaniem, w moje szesnaste urodziny. Mówię: „No co, ja wyjadę do Stanów Zjednoczonych, a matka tu zostanie z siostrą i co?”. Powiedziałem: „Nie jadę”. I wróciłem do Polski. Wujek pojechał, w Londynie zmarł w 1962 roku.

Czy miał pan jakieś przykrości po powrocie do Polski?

Miałem. Raz, że nie mogłem pracy dostać, to jest jedna rzecz. Ale jak przyjechałem, to w mundurze dywizji pancernej, czarny beret i tak dalej. Ale nic nie wiedzieli o mnie, że byłem w AK. Nawet nie zgłosiłem tego. Jak przyjechałem w Szczecinie (bośmy pociągiem do Szczecina zostali dowiezieni), to nie mówiłem, że byłem w AK, i nasze władze nic nie wiedziały. Że wracam z dywizji, to wracam, bo byłem w mundurze, ale że byłem w AK, to nie wiedzieli. Jakby się dowiedzieli, to by mnie ani chybił wywieźli na niedźwiedzie i nie wiem, jakby się to skończyło. Czy ja bym to przeżył, czy nie. Na ogół nie wracali stamtąd. Jakoś uchowałem się, ale zostałem później oskarżony o szpiegostwo i pół roku musiałem się co sobota meldować na UB. Mój kolega siedział pół roku na Rakowieckiej. Drugi kolega przysłał mu jakąś paczkę i zawinął coś w niemiecką gazetę. Oskarżyli go, że szpieg. Niemiecka gazeta, to od razu szpieg, i pół roku siedział. Mnie się udało jakoś. Dostałem pracę w budownictwie, bo najprędzej można było tam się zaczepić. Zostałem zwalniany w sobotę i w sobotę musiałem się meldować na UB i cały dzień na UB siedziałem. Oni mnie maglowali w ciągu całej soboty. Z Koszykowej przyjeżdżał jakiś pan major, [maglował] mnie. Później zaczęli mnie oskarżać. Widziałem, że oni nie wiedzieli o mnie wielu rzeczy, a to, co wiedzieli, to były nieprawdziwe. Wykorzystałem to i powiedziałem: „Panie majorze, obywatelu majorze, to jest wszystko nieprawda”. – „Jak to, nieprawda?” Mówię: „Gdyby to była prawda, to tutaj w tym akcie oskarżenia, że ja mieszkałem w Bukowie, że ja to, że tamto. Ja w Bukowie nigdy nie mieszkałem. Ten, który to napisał, to musiał mnie nie znać. Skoro pisze, że mieszkałem w Bukowie, a ja mieszkałem w Henrykowie. To było trzy kilometry dalej, ale ja tam nie mieszkałem”. Takich szereg rzeczy [mi przypisywali], że ja twierdzę, że nie ma w Polsce wolnego handlu. Moja mama jak raz z moją siostrą prowadziły sklep prywatny. Mówię: „Jak ja mogę powiedzieć, że nie ma handlu, jak moja matka ma sklep? Przecież to widzi pan…”. Tak się z tego wykpiłem. W końcu on zgłupiał, a ja wykręciłem się sianem.
Później, jak już widział, że ze mną nie wygra, to zaczęli mi dawać propozycje. „To my wam to damy, tamto wam damy”. Zaczęli mi obiecywać i możliwość studiowania i tak dalej, oczywiście nic nie mówiłem. „Daję wam dwa tygodnie. Zameldować się tutaj u mnie z decyzją”. Po dwóch tygodniach przychodzę. „No i co? No i co?” Mówię: „No niestety, ja nie potrafię takich rzeczy robić”. Chodziło o to, żebym donosił i tak dalej. Mówię: „To nie w moim zwyczaju, nie mogę się na to zgodzić. Nie przyjmuję takich propozycji”. – „To was zamkniemy”. – „Zamykajcie”. – „Jeszcze wam daję tydzień czasu do namysłu”. Znowu za tydzień się tam melduję. „No i co, namyśliliście się?”. Mówię: „Ciągle podtrzymuję moje zdanie”.

Czy pan pamięta, który to był rok?

1948 rok.

Co pan teraz sądzi o Powstaniu Warszawskim?

Co by o Powstaniu nie mówić, różne są zdania na ten temat, ale gdyby drugi raz przyszło co do czego, to i ja, i wszyscy inni prawdopodobnie też podjęliby taką samą decyzję. Krótko mówiąc, bez żadnych specjalnych uzasadnień, bo uzasadnienia byłyby, ale na ten temat trzeba byłoby długo mówić i trochę się porozwodzić. Była potrzeba chwili i pod tą potrzebą chwili człowiek podejmował takie decyzje i gdyby to przyszło jeszcze raz zrobić, to bym to samo zrobił.

źródło:  http://ahm.1944.pl/Janusz_Goluchowski

kpt. Antoni Przybył

Urodził się 5 kwietnia 1921 w Poznaniu. Sześć tygodni po jego narodzinach ojciec, Józef Przybył, zginął w czasie pracy w składnicy uzbrojenia na Głównej w Poznaniu. W 1925 roku w tych samych zakładach zginęła matka, Stanisława z d. Lewandowska. Osieroconego Antoniego oraz dwoje rodzeństwa wychowywała babcia, Maria Lewandowska. Dużą rolę w wychowaniu Antoniego Przybyła odegrał kościół parafialny p.w. NMP Niepokalanie Poczętej na ul. Głównej, w którym służył jako ministrant.
W 1937 roku po skończeniu siedmiu klas szkoły powszechnej rozpoczął naukę w wojskowych warsztatach naprawczych 1. Pułku Pancernego na ul. Ułańskiej w Poznaniu. Po wybuchu wojny wraz z załogą warsztatów został ewakuowany z Poznania i skierowany na wschód Polski. Po przekroczeniu granicy z Węgrami znalazł się wśród internowanych żołnierzy w obozie w Hygesz. Następnie jako cywil został przeniesiony do obozu w Kadartkíºt. Ostatecznie zamieszkał u rodziny węgierskiej we wsi Somogyszentimre. W marcu 1940 wraz z kolegą, Wacławem Kmieciakiem zgłosił się do ambasady polskiej w Budapeszcie z zamiarem dostania się do formującego się we Francji Wojska Polskiego. Stamtąd skierowano go do Jugosławii, skąd statkiem ze Splitu w kwietniu 1940 dostał się do Marsylii. We Francji został wcielony do Kompani Łączności stacjonującej w Wersalu. Po przegranej wojnie francusko-niemieckiej w czerwcu 1940 wraz z resztą Wojska Polskiego zdołał się ewakuować z portu La Rochelle do Plymouth w Anglii.

Przez cały okres wojny jako żołnierz 10. szwadronu łączności 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka stacjonował w różnych miejscach Szkocji (m.in. Crawford, Springfield), gdzie szkolił się na radiotelegrafistę. Brał udział w patrolach mających na celu strzeżenie gór Szkocji przed ewentualnym niemieckim desantem. Latem 1944 po desancie aliantów w Normandii brał udział w walkach w 10. kompanii sanitarnej 1. Dywizji Pancernej. W sierpniu 1944 w czasie działań bojowych w rejonie Falaise został ranny w rękę. Po leczeniu w Birmingham powrócił do jednostki stacjonującej wtedy w Antwerpii, a następnie w Bredzie. Wkrótce ponownie trafił do szpitala z powodu wrzodu na dwunastnicy.

W maju 1946 wrócił do rodzinnego Poznania. Podjął pracę w warsztatach samochodowych na ul. Gąsiorowskich, gdzie pracował do emerytury w 1981 roku. Mieszkał w Poznaniu. Zmarł w marcu 2014.

Opis nagrania|Streszczenie|Posłuchaj|Zdjęcia archiwalne|Zdjęcia współczesne

Projekt: Żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka
Wywiad przeprowadził/a: Grzegorz Kaczorowski
Sygnatura nagrania: AHM_1702
Miejsce nagrania: Poznań (Polska)
Data nagrania: 18/20.01.2010
Czas nagrania: 03h 43min
Język nagrania: polski
Opis nagrania: Dzieciństwo na Głównej (Poznań), nauka w wojskowych warsztatach w Poznaniu, kampania wrześniowa, internowanie w Kadarkut (Węgry), droga do Francji (04.1940) i ewakuacja do Wielkiej Brytanii (06.1940), 10. szwadron łączności w 1. Dywizji Pancernej w Szkocji (1940-44), walki w Normandii, dwukrotny pobyt w szpitalu, powrót do Polski (1946).

Źródło:  http://www.audiohistoria.pl/web/index.php/swiadkowie/osoba/id/3191

 

kpt. EDMUND SEMRAU

 nagrania|Streszczenie|Posłuchaj|Zdjęcia archiwalne|Zdjęcia współczesne

Projekt: Żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka
Wywiad przeprowadził/a: Grzegorz Kaczorowski
Sygnatura nagrania: AHM_1744
Miejsce nagrania: Toruń (Polska)
Data nagrania: 26.02.2010
Czas nagrania: 02h 30min
Język nagrania: polski
Opis nagrania: Dzieciństwo w Chełmnie, pobyt w Szkocji (08.1943-07.1944), szlak bojowy w 2. szwadronie 1. Pułku Pancernego 1. Dywizji Pancernej (od Francji do Niemiec), okupacja Niemiec (05.1945-04.1947) i nauka w szkole dywizyjnej, powrót do Polski (06.1948), działalność Koła Koleżeńskiego "Toruń"(1995-2009).

Źródło: http://www.audiohistoria.pl/web/index.php/swiadkowie/osoba/id/3237

 

 rtm. Witold Deimel

Artykuły internetowe:

Dariusz Koźlenko: Chłopcy przedwojenni

10. Pułk Dragonów 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Rotmistrz, 93 lata, mieszka w Reading.

W 1940 roku przedostał się z Francji do Szkocji. W Dundee skończył szkołę podchorążych z pierwszą lokatą i osłaniał wschodni odcinek szkockiego wybrzeża przed ewentualnym desantem Wehrmachtu. W 1944 roku wylądował w Normandii. Podczas inwazji dowodził oddziałami moździerzy. Jego pułk ruszył do natarcia tydzień po rozpoczęciu inwazji. Szli wzdłuż drogi Caen - Falaise. A właściwie jechali, bo moździerze ustawiono na czołgach. Do dziś Deimel nie może zrozumieć, kto wpadł na ten beznadziejny pomysł, bo z moździerza na czołgu nie dało się strzelać. Deimel i jego ludzie mogli tylko obserwować przebieg potyczki. A ta nie wyglądała najlepiej. Niemcy bronili się skutecznie. Strzelali i trafiali, eliminując kolejne czołgi. Deimel przesiadał się z czołgu na czołg trzy razy. Potem się okazało, że w ciągu pół godziny pułk stracił 36 maszyn. Było po bitwie. Nie oddał ani jednego strzału, ale też nie stracił żadnego ze swoich ludzi.

Później było już znacznie lepiej. Z 10. Pułkiem Dragonów szedł od zwycięstwa do zwycięstwa. Wyzwalał miasteczka i wsie we Francji, Belgii i Holandii. 5 maja 1945 roku był w Wilhelmshaven, gdzie generał Maczek przyjmował kapitulację dowództwa niemieckiej twierdzy.

Z końcem 1945 roku wrócił do Anglii. Skończył prawo na Oksfordzie. Przez 32 lata pracował w BBC.

 ŹRÓDŁO:  http://www.newsweek.pl/chlopcy-przedwojenni,35225,1,1.html

 

Dorota Zuzanna Jaszcz: Ich mała ojczyzna – Bielsko-Biała

Wuj Witold

Syn Małgorzaty i Leopolda rotmistrz Witold Aleksander Deimel urodził się 15 listopada 1915 r., Uczęszczał do gimnazjum w Krakowie i w Bielsku. Maturę zdał w 1933 r. w Państwowym Gimnazjum Polskim w Bielsku. Przed wyjazdem na studia do Warszawy założył i przez kilka lat prowadził w Bielsku drużynę harcerską, z którą wyjeżdżał na obozy. W r. 1938 ukończył Wydział Dyplomatyczny w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie. Pod koniec sierpnia 1939 r. w czasie kolejnych odwiedzin rodziny w Bielsku powiedział do swojej siostry: – Baśka, wyjeżdżam, niedługo się zobaczymy. To „niedługo” trwało prawie 20 lat. Po wojnie obronnej we wrześniu 1939 r. przedostał się przez Węgry do Francji, gdzie skończył Szkołę Podoficerską w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Coetquidan. Po klęsce Francji dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie przez siedem lat pełnił służbę w 10 Pułku Dragonów. Z nim brał udział w całej kampanii 1944/45 oraz okupacji Niemiec. W r. 1942 ukończył Szkołę Podchorążych Kawalerii Motorowej w Dundee w Szkocji z pierwszą lokatą. W r. 1944 otrzymał nominację na stopień podporucznika. Po demobilizacji został w Anglii.

W Oxfordzie na Wydziale Prawa kontynuował studia rozpoczęte przed wojną na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1946 został magistrem prawa i rozpoczął pracę jako dziennikarz radiowy w BBC. W latach 1968-1987 był sekretarzem generalnym Związku Kół 1-szej Dywizji Pancernej, a następnie prezesem aż do śmierci w styczniu 2009 r. Brał udział we wszystkich uroczystościach 1-szej Dywizji Pancernej, także w krajach oswobodzonych przez Dywizję. Jednym z hobby wuja Witolda był brydż, w którym też odnosił sukcesy, zdobywając nawet kilkakrotnie mistrzostwo Walii.

Wojna rozdzieliła go z ukochaną i piękną węgierską narzeczoną Verą Zsolnay. Ożenił się z Angielką i miał troje dzieci – Richarda, Lizę i Gabrielę. Dzieci i wnuki Witolda Deimla mieszkają w Anglii. Syn Richard zmienił wyznanie i jest pastorem anglikańskim. Wuj Witold  zmarł w Anglii w 2009 r., a prochy zgodnie z jego życzeniem uroczyście zostały złożone w Bielsku-Białej w 2011 r. Ma tu przepiękny grób z symboliką Dywizji Generała Maczka. Komunizm z jego szykanami spowodowały, że ojciec wuja Witolda, a mój dziadek Leopold Deimel nie zdążył zobaczyć się z synem. Moja babcia, matka Witolda Deimla po wojnie z synem i jego rodziną widziała się tylko raz, odwiedziwszy Anglię w 1957 r. Niemożność obserwowania, jak dorastają wnuki, jak żyje syn i jego rodzina, napawały babcię wielkim smutkiem.

Źródło: http://www.kalendarz.bielsko.biala.pl/artykuly/162/ich-mala-ojczyzna-%E2%80%93-bielsko-biala

 

 Rotmistrz Witold Deimel spoczął w Bielsku-Białej

Rotmistrz Witold Deimel, żołnierz 10 Pułku Dragonów 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, powrócił w piątek pośmiertnie do rodzinnego Bielska-Białej. Prochy rotmistrza zostały złożone w rodzinnej kwaterze na cmentarzu komunalnym zgodnie z ceremoniałem wojskowym.

 Uroczystości pogrzebowe rotmistrza Witolda Deimela / fot. Andrzej Grygiel /PAP

Uroczystości rozpoczęła msza święta w bielskim kościele garnizonowym pod wezwaniem Przenajświętszej Trójcy, której przewodniczył dziekan Śląskiego Dekanatu Wojskowego ks. płk Stanisław Szymański.

Dowódca 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania, która kontynuuje tradycje 1 Dywizji Pancernej generała Maczka, generał dywizji Mirosław Różański podkreślił, że wraz z żołnierzami jest dumny, iż mógł spełnić ostatnią wolę rotmistrza, który zmarł w 2009 roku w Anglii. Jak powiedział, rotmistrz jest przykładem żołnierza, który przez całe życie był wierny idei patriotyzmu.

Witold Aleksander Deimel urodził się 19 listopada 1916 roku. W latach 30. XX wieku prowadził III Drużynę Harcerską im. Kazimierza Puławskiego w Bielsku. W 1933 roku zdał maturę w Państwowym Gimnazjum Polskim w Bielsku, a pięć lat później ukończył wydział dyplomatyczny w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie.

Po wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku przedostał się przez Węgry do Francji, gdzie skończył Szkołę Podoficerską w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Coetquidan. Po klęsce Francji trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie pełnił służbę w 10. Pułku Dragonów, z którym przeszedł całą kampanię 1944-1945.

Po wojnie rotmistrz zamieszkał w Londynie. W Oxfordzie, na polskim wydziale prawa kontynuował i ukończył studia. Po demobilizacji zdecydował się na emigrację. W Anglii pracował jako dziennikarz radiowy w BBC. W latach 1968-1987 był sekretarzem oraz prezesem Światowego Związku Kół 1. Dywizji Pancernej. Miał trójkę dzieci. Zmarł w Londynie 3 stycznia 2009 roku.

Na początku września delegacja Dywizji z Żagania wyjechała do Reading w Wielkiej Brytanii po urnę z prochami oficera. Podczas drogi powrotnej odbyła się ceremonia upamiętniająca rotmistrza w Kościele Polskim w Bredzie w Holandii. To miasto zostało wyzwolone w 1944 roku przez "maczkowców". Do Polski rotmistrz symbolicznie powrócił 8 września. Urna została złożona w kościele garnizonowym w Żaganiu, a następnie została przewieziona do Bielska-Białej.

Źródło http://fakty.interia.pl/slaskie/news-rotmistrz-witold-deimel-spoczal-w-bielsku-bialej,nId,1272594

 

 

 

mistrz Witold Deimel, żołnierz 10 Pułku Dragonów 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, powrócił w piątek pośmiertnie do rodzinnego Bielska-Białej. Prochy rotmistrza zostały złożone w rodzinnej kwaterze na cmentarzu komunalnym zgodnie z ceremoniałem wojskowym.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/slaskie/news-rotmistrz-witold-deimel-spoczal-w-bielsku-bialej,nId,1272594#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox